Prawie cała wieś zebrała się na pogrzebie, jakby ich cicha obecność mogła objąć Warię i choć trochę złagodzić jej ból.
Jedni przynieśli jedzenie, inni pomagali w przygotowaniach — drobne gesty życzliwości, które jednak nie mogły wypełnić pustki po śmierci jej matki.
Od tego dnia jej największym wsparciem została ciotka Maria, matka chrzestna Warii. Często ją odwiedzała, tłumaczyła, co ma robić i jak dalej żyć. Waria słuchała w milczeniu i starała się dawać radę.
Z czasem skończyła szkołę i znalazła pracę na poczcie w sąsiedniej wiosce. Jej życie stało się proste i spokojne, niemal monotonne. Była silną dziewczyną, „krew z mlekiem”, jak mówili ludzie.
Twarz miała okrągłą, policzki rumiane, nos trochę szeroki, ale szare oczy miały łagodny, jasny blask. Gruby jasnobrązowy warkocz sięgał jej aż do pasa i kołysał się przy każdym kroku.

W wiosce jednak to nie ona przyciągała spojrzenia — tylko Nikołaj. Uważano go za najprzystojniejszego mężczyznę w okolicy i on sam dobrze o tym wiedział.
Minęły dwa lata od jego powrotu z wojska, a żył tak, jakby świat należał do niego. Dziewczyny śledziły go wzrokiem, śmiały się głośniej, gdy przechodził, i szukały każdej okazji, by z nim porozmawiać.
Nawet dziewczyny z miasta, które przyjeżdżały latem, nie mogły go ignorować. Mówiono, że z takim wyglądem powinien grać w filmach, a nie jeździć ciężarówką po wiejskich, zakurzonych drogach.
Nikołaj jednak nie spieszył się, by się ustatkować. Lubił swoją wolność.
Aż do dnia, gdy ciotka Maria poprosiła go o pomoc przy naprawie płotu Warii, który zaczął się przechylać i groził zawaleniem. Bez męskiej siły życie na wsi było trudne. Nikołaj zgodził się.
Kiedy przyjechał, obejrzał pracę i od razu zaczął wydawać polecenia:„Przynieś to.”„Podaj mi tamto.”„Idź tam.”
Waria wykonywała wszystko bez słowa. Biegała, spełniając jego prośby, a jej policzki robiły się coraz bardziej czerwone za każdym razem, gdy się do niego zbliżała. Jej warkocz kołysał się na plecach, zdradzając jej zdenerwowanie.
Gdy się zmęczył, podawała mu gorący barszcz i mocną herbatę. Siadała naprzeciwko i w ciszy patrzyła, jak je, jakby chciała zapamiętać każdą chwilę.
Pracował przy płocie trzy dni. Czwartego dnia przyszedł bez powodu.Potem znów.
Wkrótce zaczął odwiedzać ją regularnie. Wychodził przed świtem, żeby nikt go nie widział. Ale we wsi nic nie pozostaje tajemnicą na długo.
Ciotka Maria ostrzegała ją:„Nie łudź się, dziecko. On się z tobą nie ożeni. A nawet jeśli — będziesz cierpieć.”Ale miłość nie słucha rozsądku.
Niedługo później Waria zrozumiała, że jest w ciąży. Najpierw przestraszyła się. Przez chwilę myślała nawet o usunięciu ciąży. Była młoda, sama, bez wsparcia. Ale potem przyszła inna myśl: nie będzie już sama.
Wiosną było już widać brzuch. We wsi zaczęto szeptać. Nikołaj przyszedł zapytać, co zamierza zrobić.— Urodzę dziecko — powiedziała spokojnie. — Wychowam je sama.Spojrzał na nią dziwnie — z mieszaniną podziwu i zagubienia — po czym odszedł.
I zniknął.Nadeszło lato, wraz z pięknymi dziewczynami z miasta. Nikołaj wrócił do dawnego życia. Waria kontynuowała swoje — coraz trudniejsze.
Pracowała, ile mogła, z rosnącym brzuchem. Każdy dzień był walką.Aż pewnego wrześniowego poranka obudził ją ostry ból. Ciotka Maria od razu zrozumiała sytuację i pobiegła po Nikołaja.
Gdy pojął, co się dzieje, zareagował natychmiast. Zabrał Warię ciężarówką do szpitala. Droga była pełna dziur, każdy wstrząs sprawiał jej ból.
Ale zdążyli.Waria urodziła zdrowego chłopca.Gdy wyszła ze szpitala, nikt po nią nie przyjechał. W drodze powrotnej samochód ugrzązł w błocie. Musiała iść pieszo.

Z dzieckiem na rękach szła przez zimne błoto. Jedno z jej butów utkwiło i zostało w ziemi, ale nie zatrzymała się.Gdy dotarła do domu, była skrajnie wyczerpana.
Otworzyła drzwi… i znieruchomiała.W środku stała kołyska, wózek i starannie przygotowane ubranka. Przy stole siedział Nikołaj.
Obudził się, zobaczył ją i natychmiast wstał. Bez słowa wziął dziecko, przyniósł ciepłą wodę, umył jej stopy i postawił jedzenie na stole. Jego czyny mówiły więcej niż słowa.
— Jak go nazwałaś? — zapytał cicho.— Siergiej.— Dobre imię — powiedział. — Jutro go zarejestrujemy… i weźmiemy ślub.Waria zawahała się, ale on dodał:
— Mój syn będzie miał ojca. Nie wiem, jakim będę mężem… ale nie odejdę.Waria skinęła cicho głową.Dwa lata później urodziła im się córka. Nazwali ją Nadzieja.
Bo niezależnie od błędów popełnionych na początku życia, zawsze istnieje szansa, by zacząć od nowa — i wszystko naprawić.


